Polka w Emiratach. ”Po ślubie liczy się nie osobiste szczęście żony, a szczęście rodziny”


Podziel się:

z: Gazeta.pl

Posiadanie kilku żon oznacza prestiż. To sygnał dla otoczenia, że mężczyznę stać na utrzymanie dużej rodziny, a i jego libido musi być imponujące, skoro jest w stanie zaspokoić kilka kobiet, które raczej nie dadzą mu wolnego w sypialni, kiedy nadejdzie ich kolej. O życiu w Emiratach Arabskich pisze autorka książki “Beduinki na Instagramie”.

Małżeństwo jest centralnym wydarzeniem w życiu kobiety w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, niezależnie od jej statusu ekonomicznego czy stopnia tradycjonalizmu. Jej przyszłość orbituje wokół figury męża. Modlitwy i życzenia wszystkich krewnych skupiają się na osobie przyszłego małżonka. Dobry i oddany mąż jest jak złote runo. Zły obróci życie dziewczyny w gehennę*.

Zawsze dziwiło mnie, dlaczego żonaci Emiratczycy kompletnie nie czują się ograniczeni więzami małżeńskimi. W ZEA nie ma tradycji noszenia obrączek, co ułatwia polowanie na nowe znajomości bez względu na stan cywilny. Jeśli podejść do rzeczy statystycznie, właściwie należy założyć, że każdy tutejszy mężczyzna po dwudziestym piątym roku życia jest żonaty. Jednak żeby upewnić się na sto procent, trzeba zapytać.

W naszej monogamicznej kulturze, nawet jeśli przyznanie się do bycia żonatym nie przeszkadza czasem w nawiązaniu romansu, to jednak rzadko obywa się wówczas bez skrępowania, wstydu, poczucia winy czy choćby niestosowności. Tutaj proporcje są odwrócone. Większość poznanych i ewidentnie zainteresowanych flirtem mężczyzn na pytanie, czy ma żonę, odpowiada bez skrępowania, że tak – a w czym problem? Żeby zrozumieć tę mentalność, trzeba spojrzeć na jej tło: tutejszą religię i kulturę.

W islamie poligamia jest dozwolona: mężczyzna może mieć jednocześnie nawet cztery żony. Jest to powszechnie znany fakt. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, jakie to ma konsekwencje dla postrzegania związku i dla samych żon, które muszą być traktowane jednakowo. Zgodnie z przyjętą regułą nie wolno im mieszkać pod jednym dachem. Każda musi mieć osobne mieszkanie, więc można spokojnie zapomnieć o pobudzających wyobraźnię prywatnych haremach. Swoje małżonki należy też traktować sprawiedliwie pod względem finansowym, czyli kupując samochód jednej z nich, pozostałym trzeba ofiarować auto tej samej klasy. Zasada równości dotyczy także czasu i spędzanych razem nocy, ale to czasami nie jest proste, zwłaszcza jeśli żona mieszka daleko, na przykład w innym kraju. Tymczasem kobiety zacięcie walczą o „swoje dni” i egzekwują należne im przywileje.

W Emiratach, inaczej niż w innych krajach arabskich, gdzie zapis ten pozostaje często martwą literą religijnego prawa, wielożeństwo jest dość powszechne. Po prostu tutejszych mężczyzn na to stać. Zawsze uśmiecham się, czytając na forach internetowych o troskach dziewczyn wdających się w wakacyjne romanse z Egipcjanami. Europejki często się martwią, ile żon być może ukrywa ich habibi, hotelowy boy. Odpowiedź najpewniej brzmi: zero, bo nawet jedna żona to ogromny wydatek, a co dopiero zapewnienie jednakowego standardu życia czterem wymagającym Arabkom, które nie pracują i mają powyżej sześciorga dzieci. Gołodupca na pewno nie stać na wielożeństwo. Forumowiczki mogą spać spokojnie. W bogatych ZEA natomiast panowie koło czterdziestki często decydują się na kolejną żonę. Oprócz kryzysu wieku średniego i łatwej dostępności kobiet chętnych, by dostać emiracki paszport, rolę odgrywa też inny czynnik: posiadanie kilku żon wiąże się z pewnym prestiżem.

To czytelny sygnał dla otoczenia, że danego mężczyznę stać na utrzymanie dużej rodziny, a do tego oczywiście jego moc, siła i libido muszą być imponujące, skoro jest w stanie zaspokoić tyle kobiet, które raczej nie dadzą mu wolnego w sypialni, kiedy nadejdzie ich kolej. Wiązanie prestiżu społecznego z męską potencją ma długą ewolucyjną tradycję. Porozumiewawcze spojrzenia i uśmieszki, połączone z sugestywnymi żartami na temat faceta z takim haremem, są normą, ale gdzieś w tle pobrzmiewa element podziwu. Liczba żon świadczy o sile i statusie. Nie jest to też temat tabu. Mężczyźni otwarcie żartują na ten temat, a składanie dziewczętom ofert dołączenia do grona małżonek jest popularnym sposobem flirtu. Czasem odbywa się to wręcz w obecności żony, która niestety niewiele może zrobić. Same kobiety śmieją się z tego między sobą i polecają swojego męża znajomym panienkom. Też mi się to zdarzyło i wywołało moją totalną konsternację. Niestety prawda jest taka, że taki żart może mieć w sobie więcej niż ziarno prawdy.

Mężczyzna może sobie wziąć kolejną żonę, kiedy zechce, a kobieta musi to zaakceptować.

Niektóre zachodnie dziewczyny decydujące się na małżeństwo z Emiratczykiem i świadome, że można sobie różne rzeczy zastrzec w kontrakcie ślubnym, myślą, że mogą w ten sposób zdobyć gwarancję monogamicznego związku. Niestety jest mały haczyk: w kontrakcie nie wolno zapisać niczego niezgodnego z Koranem, który zezwala na cztery żony. Jedyne, co kobieta może w tej sytuacji zrobić, to zdobyć pisemną deklarację, że jeśli mąż zdecyduje się na kolejne małżeństwo, da jej to prawo do rozwodu. Wydaje się to może fair, ale warto pamiętać, że o ile wykształcona Europejka może w takiej sytuacji wrócić do pracy albo wyjechać, o tyle dla tradycyjnej Emiratki rozwód to czarna dziura. Ta musi wrócić do niezadowolonej rodziny, a często także zostawić dzieci. Trudno będzie jej ponownie wyjść za mąż i na pewno nie poślubi już kawalera.

Z okazji ślubu kobieta tradycyjnie dostaje mahr, czyli podarunek w pieniądzach (w ubiegłym roku rząd ograniczył tę sumę do maksymalnie 40 tysięcy dirhamów [1 dirham to około 1,08 zł – przyp. red.]), złocie i innych luksusowych dobrach, takich jak samochody czy markowe torebki. Dodatkowo w kontrakcie ślubnym zapisuje się sumę, którą kobieta otrzyma w razie rozwodu z winy mężczyzny. Są to zazwyczaj znaczne kwoty, dla klasy średniej oscylujące w granicach 70-100 tysięcy dirhamów, które mają odstraszyć męża od pochopnej decyzji o rozstaniu.

Nie ma tu rozpraw rozwodowych: jeśli mężczyzna oddala od siebie kobietę, wystarczy oświadczenie. Procedura ta może się odbyć bez jej wiedzy. Natomiast jeśli to kobieta chce się formalnie rozstać, sprawa nie jest już taka prosta. Jeśli sama wnosi pozew o rozwód, może zapomnieć o pieniądzach – najprawdopodobniej zostanie z niczym. Mimo to spotyka się teraz sporo rozwiedzionych pań po trzydziestce, które pracują, otwierają się na świat i nie chcą znosić konsekwencji niedopasowania w aranżowanych małżeństwach, często na siłę zawieranych w obrębie rodziny, co ma zapobiec rozdrabnianiu majątku. Wolą odium rozwódki niż trwanie w beznadziejnym związku.

Mam koleżankę Amerykankę, która wyszła za Emiratczyka, kiedy miała zaledwie piętnaście lat. W tym roku dowiedziała się, że mąż się z nią rozwiódł. Nigdy nie pracowała i nie chce wrócić do Stanów, zostawiając w Emiratach swoje dwie córki (jeśli w kontrakcie ślubnym nie ma klauzuli, że w razie rozwodu dzieci zostają z matką, to prawo do opieki automatycznie przypada ojcu lub jego rodzinie). Nawet jeśli jakimś cudem matka będzie w stanie zatrzymać dzieci „na odchowanie”, to w razie powtórnego małżeństwa prawie na pewno je straci. Chyba że ojciec dzieci wyrazi zgodę, żeby zostały z matką i były wychowywane przez innego mężczyznę. Ale to bardzo mało prawdopodobny scenariusz. Nie mając tu rodziny, która będzie walczyć o jej prawa, kobieta z innego kraju nie ma wyboru, musi zaufać charakterowi narzeczonego i modlić się żarliwie, żeby się nie zmienił i nie zradykalizował na późniejszym etapie życia. Emiratki startują z innej pozycji. Ich małżeństwa są ustalane między rodzinami, a honor obydwu rodów jest istotnym elementem w utrzymaniu związku. Kiedy pojawiają się problemy, krewni żony mają żywotny interes w tym, by trzymać męża w ryzach.

Moja znajoma, pozbawiona wsparcia swojej oddalonej rodziny, wegetuje obecnie w domu teściowej, skazana na kieszonkowe, które może – ale nie musi – dać jej eksmąż. Każde wyjście z domu jest monitorowane przez teściów, którzy wciąż uważają, że mają prawo i obowiązek dbania o jej dobre prowadzenie się. Kiedy przyjechałam po nią pod ich willę, poprosiła, żebym zaparkowała ulicę dalej, i wymknęła się z domu na spotkanie ze mną jak nastolatka na szlabanie. Dorosła kobieta z dwójką dzieci nawet po rozwodzie nie powinna sama wychodzić z domu bez poinformowania rodziny.

Niestety takie są konsekwencje niedopasowanych związków z egzotycznymi książętami. I to nie zawsze jest wina mitycznego „złego Araba”. Okazało się, że mimo prób pojednania, otrzymania własnej willi oraz zgody męża na skończenie szkoły w Stanach i zabieranie dzieci na wakacje do USA, Amerykanka porzucała rodzinę. Dwukrotnie przepadła bez wieści – podobno nie mogła się dopasować do przyjętego w Emiratach stylu życia. Wróciła dla dzieci. Jak na warunki emirackie jej mąż i tak okazał dużą wyrozumiałość. Już sam fakt, że w ogóle się z nią ożenił, świadczy o sporym liberalizmie. Zachodnia żona to bardzo duże ryzyko dla mężczyzny i jego rodziny.

Białe dziewczyny mają zupełnie inne poglądy na rodzinę i rolę małżonki. Postrzegają siebie jako jednostki, których indywidualne potrzeby, poczucie szczęścia i satysfakcji są istotne. Tymczasem w Emiratach po ślubie liczy się nie osobiste szczęście żony, a szczęście rodziny. Priorytetem jest honor. Kobieta nie jest niezależną jednostką, ale częścią grupy. Przechodzi spod opieki ojca pod opiekę męża. Większość mężczyzn boi się, że żona z importu nie będzie chciała zaakceptować autorytetu męża, który w tej kulturze decyduje nawet o tym, czy żona może wyjść z domu, kupić czerwoną torebkę bądź pomalować usta błyszczykiem. Do tego może przyjdzie jej do głowy zabranie dzieci i wyjazd za granicę? W tej kulturze dzieci nie należą do matki, ale do ojca i jego rodziny. Trzeba mieć tego świadomość, zanim powie się „tak”.

Na Półwyspie Arabskim romantyczna miłość występuje głównie w piosenkach z krajów Maghrebu, egipskich operach mydlanych i słodkich słówkach podrywaczy. Małżeństwa są aranżowane, a mężczyźni i kobiety teoretycznie nie powinni przebywać razem, jeśli nie są spokrewnieni, więc trudno się dziwić, że podstawą do zawarcia małżeństwa nie jest więź emocjonalna między młodą parą. Ślub to umowa, lista praw i obowiązków, które małżonkowie mają wobec siebie. Decyzje w sprawach matrymonialnych podejmują rodziny. Kobieta opiekuje się dziećmi i uszczęśliwia męża, a on w zamian daje jej utrzymanie i traktuje sprawiedliwie.

Powszechne jest wypłacanie żonie miesięcznego kieszonkowego na osobiste wydatki, którego wysokość ustala się przed ślubem. To średnio około 7-10 tysięcy dirhamów. Natomiast jeśli kobieta pracuje, to nie dzieli wypłaty z mężem, ale całą zachowuje dla siebie, jako że zgodnie z tradycją ciężar obowiązków finansowych spoczywa całkowicie na mężczyźnie.

Na Półwyspie Arabskim romantyczna miłość występuje głównie w piosenkach z krajów Maghrebu, egipskich operach mydlanych i słodkich słówkach podrywaczy. Małżeństwa są aranżowane, a mężczyźni i kobiety teoretycznie nie powinni przebywać razem, jeśli nie są spokrewnieni, więc trudno się dziwić, że podstawą do zawarcia małżeństwa nie jest więź emocjonalna między młodą parą. Ślub to umowa, lista praw i obowiązków, które małżonkowie mają wobec siebie. Decyzje w sprawach matrymonialnych podejmują rodziny. Kobieta opiekuje się dziećmi i uszczęśliwia męża, a on w zamian daje jej utrzymanie i traktuje sprawiedliwie.

Powszechne jest wypłacanie żonie miesięcznego kieszonkowego na osobiste wydatki, którego wysokość ustala się przed ślubem. To średnio około 7-10 tysięcy dirhamów. Natomiast jeśli kobieta pracuje, to nie dzieli wypłaty z mężem, ale całą zachowuje dla siebie, jako że zgodnie z tradycją ciężar obowiązków finansowych spoczywa całkowicie na mężczyźnie.

Podziel się:

Leave a Reply